Agata Cieszyńska od dziecka kocha książki. Niedawno założyła z mężem wydawnictwo, a jeszcze wcześniej napisała trzy książki dla młodych i nie tylko czytelników. O pisaniu, czytaniu i wydawaniu książek rozmowa z Autorką i Wydawczynią poniżej.
Agato, Twoi czytelnicy zapewne czekają na trzeci tom cyklu fantasy „Opowieść”, a tu w kwietniu ukazała się Twoja nowa książka, tym razem dla młodszych czytelników! To taki przerywnik w pisaniu kolejnych tomów Twojej sagi?
I tak i nie. Czaronadziejka powstała jakiś czas temu, jedna historia o Nadziejce i Gutku, a potem druga. Gdy teksty były gotowe, przyszedł moment na pracę nad ilustracjami do przygody "Pobyt w hotelu". To Dagmara Sen ubrała Czaronadziejkowy świat w obrazy. Współpraca z nią była przyjemnością. Wiedziałam, że nadejdzie ten dzień, w którym napisze coś dla młodszych Czytelników 😊. A „Opowieść”… ta historia wciąż trwa, wciąż tętni, wciąż się spisuje i mocno trzymam kciuki za siebie i czas, by pojawiła się przestrzeń na postawienie ostatniej kropki w tomie trzecim. Ale do tej chwili jeszcze trochę.
Wielu autorów książek dla dzieci zaczyna pisać właśnie po narodzinach swoich pociech. Ty odczekałaś parę lat. Czy to książka pisana na zamówienie twoich dzieci, czy pomysł, który już dawno nosiłaś w sercu?
Nie, nie jest to książka pisana na zamówienie moich dzieci, ale tak, pomysły na perypetie małych bohaterów pojawiają się w mojej głowie częściej odkąd jestem mamą. Myślę, że jest to naturalne. Po przygodach, wydarzeniach, trudnościach, których doświadczają moje dzieci i których doświadczamy my jako ich rodzice pula wątków i fabuł zwykle się wzbogaca. Nie jest to tak, że przenoszę nasze przeżycia do historii bohaterów, ale bywa tak, że opisuję trudność, radość, zwyczajność i nadzwyczajność, którą zauważę gdzieś bliżej lub dalej. Mam wrażenie, że dzieci otaczają mnie od zawsze, dzieci sióstr, dzieci w sąsiedztwie, a od ponad dziesięciu lat moje dzieci. Jeśli chodzi o Czaronadziejkę, pomysł na tę serię pojawił się myślę około dwa lata temu.
Czy możesz w skrócie powiedzieć, o czym jest najnowsza książka i kim jest tytułowa bohaterka? Skąd pomysł na imię dla niej?
"Czaronadziejka i pobyt w hotelu" opowiada o przygodzie Nadziei i Gutka, gdy wyjeżdżają z rodzicami w zielone, górskie rejony. Tam okazuje się, że mimo iż jest i pięknie, i smacznie, i wygodnie, małe serduszka, a szczególnie jedno z nich nie czuje się najlepiej. Na szczęście jest ktoś, kto pomoże przegonić smutek i przywołać uśmiech. Historia ta jest też o wrażliwości, uważności na tych, którzy obok, o tęsknocie za czworonożnymi przyjaciółmi, o lęku i o tym, że warto dać szansę podróżom. Imię Nadziejki przyszło mi do głowy od razu. Chciałam połączyć je z magią, mimo, że dziewczynka ta nie ma żadnych magicznych umiejętności, a właściwie… może jednak ma…. Bo czy nadzieja nie dokonuje czasem niemożliwego, nie działa cudów? Taka magia, bez czarów.
Co odpowiesz mamie małego chłopca, która pyta: Czy ta książka jest tylko dla dziewczynek?
Ta książka jest dla wszystkich! Nadziejka to niespełna sześciolatka z głową pełną pomysłów, dziecięcych radości, ale i trosk. Jednym z głównych bohaterów tej historii jest też Gustaw, który niejednokrotnie pomógł Nadziejce, dysponując mądrością starszego brata. Nadziejka odwdzięcza mu się pięknym za piękne. Ich relacja, żarty, zabawy, przygody, ich rodzice, ich zwierzęcy pupile, a w kolejnych częściach kuzynostwo, koleżanki, koledzy – mam nadzieję, że przyniosą radość, ale także szereg przemyśleń zarówno dziewczęcym, jak i chłopięcym czytelniczym duszom. I dorosłym oczywiście! Bo książki dla dzieci są też dla dorosłych.
Kto był pierwszym recenzentem tej historii? Domyślam się, że było rodzinne czytanie?
Tak jest – było rodzinne czytanie! Czytałam Czaronadziejkowe historie (dotychczas dwie) moim synom i mężowi. Czytała je moja siostra i jej dzieci oraz moja przyjaciółka i jej synek. Przyjaciółka ta, Kamila Słowikowska, jest jedną z tych osób, które weryfikowały treść książki pod kątem jej wartości pedagogicznej. Kamila jest pedagożką, socjoterapeutką, terapeutką integracji sensorycznej, jest także instruktorką sportu i trenerką dzieci i młodzieży. Na co dzień pracuje w szczecińskim przedszkolu integracyjnym „Zaczarowany ogród”. Uwielbiam rozmawiać o moich książkach z czytelnikami, więc moi pierwsi recenzenci nie mają ze mną łatwo 😊 Zwykle są to najbliżsi. Zalewam ich wtedy pytaniami.
Na co dzień, żyjąc w tzw. biegu, zapominamy o uczuciach najmłodszych, ty pięknie o nich przypominasz. Czy masz już może odzew od pierwszych czytelników i ich rodziców?
Tak, mam. Jak już wspomniałyśmy powyżej, pierwszymi czytelnikami byli moi bliscy. Potem książka została wydana i trafiła, szczęśliwie, do szerszego grona czytelników. Wiadomości mówiące: „Ta książka jest świetna, jakby o nas!” czy „Pochłonęliśmy w jeden wieczór. Gratulacje!” albo „Dzieci pytają, kiedy kolejna część!” sprawiają, że moje serce kąpie się w miodzie. Docierały do mnie także słowa: „Znamy te domki! Byliśmy tam.” Jest to oczywiście możliwe, gdyż jest w Polsce miejsce, które zainspirowało mnie do takiej, a nie innej scenerii wydarzeń pierwszej części przygód Nadziei i Gutka.
Co lubisz w spotkaniach z małymi i dużymi czytelnikami i gdzie będzie można się z Tobą spotkać w najbliższym czasie?
W spotkaniach z czytelnikami lubię wszystko. Zawsze jestem ich ogromnie ciekawa. Każdy czytelnik, każda osoba zainteresowana tym, co tworzę, tym, co piszę to dla mnie radość ogromna. Tuż przed weekendem, 30 maja, byłam na festynie szkolnym w jednej ze szczecińskich szkół. W pewnym momencie podeszła do mnie pani z synkiem, szukała naszego stoiska. Przywitała się i z błyskiem ciekawości w oku zapytała: „Kiedy trzeci tom? Kiedy trzecia część Opowieści?”. Porozmawiałyśmy, a ja przepadłam w szczęściu tamtej chwili, które zostało ze mną na długie, długie godziny. Co ja piszę, godziny, wciąż ze mną jest! Ktoś zaczytał, zapadło mu w serce i czeka na ciąg dalszy. Potem widzi na plakacie, że autor będzie tu czy tam i przychodzi, by podzielić się wrażeniami. Daje czas, daje słowo. Bezcenne. To jest bezcenne. Gdy po pewnym czasie tam, na tamtym festynie, kątem oka znowu zobaczyłam czytelniczkę Opowieści i jej synka, który w dłoniach trzymał Czaronadziejkę, a po chwili podeszli do mnie ponownie, po podpis, chyba domyślacie się, co stało się z moim sercem. Ostatnimi tygodniami spotkałam się małymi czytelnikami w szkole podstawowej w Wysokiej Kamieńskiej, w bibliotece w Przecławiu i w Przedszkolu w Kołbaskowie. Mówiliśmy o książkach dla dzieci, o Czaronadziejce, ale i o procesie wydawniczym. Dzieci próbowały samodzielnie ustalić, który etap następuje kiedy, a z pomocą przyszły im przygotowane przez nas grafiki. Mieliśmy także ustalone spotkanie w bibliotece w Mierzynie, lecz ze względów chorobowo-wirusowych musieliśmy je przełożyć. Zatem spotkanie to jeszcze przed nami. W miniony piątek, o czym już wspomniałam, Czaronadziejka, ale i pozostałe książki Wydawnictwa Światy Równoległe gościły ze mną na Fantastycznym Dniu Dziecka w Szkole Podstawowej numer 11 w Szczecinie organizowanym przez stowarzyszenie Przystań.Wartości przy współpracy z fundacją RAKSHA. A niebawem, w pierwszej połowie czerwca wybieram się z Czaronadziejką do „Zaczarowanego Ogrodu” w Szczecinie. Zachęcam do zapraszania mnie i naszych książek dla dzieci do szkół i przedszkoli 😊
„Czaronadziejka” jest planowana jako seria, prawda? Jaka będzie myśl przewodnia całej serii i kiedy kolejny tom?
Myśl przewodnia to "magia, bez czarów". Czaronadziejka pomaga radzić sobie z trudnościami, używając prostych rozwiązań. Ale i Gutek, brat Nadziei, wrażliwy, uważny chłopiec, niejednokrotnie pomoże siostrze poradzić sobie z trudem codzienności. Tak to już w życiu jest, że nawet najbardziej kolorowemu istnieniu może przydarzyć się szarość. Kolejna część jest już napisana. Redakcja i korekta również za nami. Kolejnym etapem będą ilustracje 😊. Nie mam natomiast jeszcze decyzji, kiedy ten etap nastąpi. Bardzo bym chciała móc się nim zająć w niedalekim czasie. Zobaczymy, co przyniesie czas. Lista inspiracji na następne tomy też już wypełniła kartki notatnika.
Bardzo podoba mi się format tej książki. Łatwo zmieścić ją do torebki czy plecaka i zabrać w podróż. Wygodnie będzie się ją czytało wspólnie z dziećmi. A do tego urocze, ciepłe i kolorowe ilustracje, których autorką jest Dagmara Sen. Opowiedz jak to było z ich wyborem. Właśnie takie sobie wymarzyłaś? Jak nawiązałaś współpracę z panią Dagmarą?
Ilustracje Czaronadziejkowe są cudne. Damara Sen odpowiedziała na ogłoszenie Wydawnictwa dotyczące poszukiwań Ilustratora do serii książeczek dla dzieci. Pani Dagmara podesłała swoje portfolio, które mnie oczarowało. Umówiłyśmy się na spotkanie. Porozmawiałyśmy. I decyzja zapadła. To musiała być Pani Dagmara i jej Sen Studio. Wrażliwość oraz pomysłowość Pani Dagmary wpasowały się idealnie w moje potrzeby odnośnie do tej serii. Pracowałyśmy pieczołowicie. Ja wiedziałam, jak chcę urządzić graficznie Czaronadziejkowy świat, a Pani Dagmara dokładnie wiedziała, jak to zrobić, do tego wszystkiego sama miała mnóstwo bardzo trafionych pomysłów. Mam nadzieję, że będziemy miały szansę tworzyć wspólnie Czaronadziejkową przestrzeń jeszcze nie raz, nie dwa.
Może nie wszyscy jeszcze wiedzą, że od ponad roku prowadzisz z mężem własne wydawnictwo Światy Równoległe. Kiedy podjęłaś decyzję, że chcesz sama wydawać swoje (i nie tylko) książki?
Był to proces. Trudno jest podejmować decyzje 😉 (jak myślicie, o czym jest kolejny tekst o Czaronadziejkowych perypetiach 😉 ?). O Wydawnictwie, o samym procesie ‘produkcyjnym’ książki myślałam bardzo dużo i mówiłam bardzo dużo (i dłuuugo). W pewnym momencie, po kolejnej analizie przeliczeń oraz planów, mój Mąż zakomenderował – ‘po prostu to zróbmy, zróbmy to razem’. I zrobiliśmy, założyliśmy wydawnictwo, nauczyliśmy, i wciąż się uczymy, masy nowych rzeczy, i powoli, krok za krokiem staramy się działać tak, by dobrze wydawać dobre książki. Łatwo nie jest. Ale jest ciekawie. Trzymajcie za nas kciuki.
Ja trzymam na pewno! Czy łatwo jest pisać książki i być wydawcą? Jak u Ciebie z wolnym czasem? Z czytaniem?
Jak już napisałam wyżej – łatwo nie jest. Co więcej, pisanie i wydawanie to nie są moje jedyne aktywności zawodowe, więc trafiłaś w czuły punkt, z wolnym czasem jest po prostu trudno, jest go mało. Analizuję zjawiska i dane, pracując w pewnym ciekawym projekcie, a także pracuję w szkole. Pozdrawiam moich uczniów! Ale zmienię to, to z tym czasem 😊 Wolny czas, czas tak zwany ‘dla siebie’ to coś, co powinno być stałym elementem naszego funkcjonowania, bo ‘relaksacja jest kluczową składową każdego procesu’. Zatem, moje postanowienie to balans, równowaga.
Zapytam jeszcze o Twoje ukochane książki z dzieciństwa? Co czytała mała Agata?
W dzieciństwie uwielbiałam chodzić do biblioteki. To było jedno z miejsc w naszej wsi, które odwiedzałyśmy z przyjaciółkami z ogromną przyjemnością. Wchodziłyśmy do środka i zapadała cisza. Zaczytywałam się w historie magiczne, nierzeczywiste. Tego w literaturze dziecięcej było i jest wiele. Tam, gdzie magia nie była wyłożona na tacy, znajdowałam ją pod obrusem. Czytałam o pąsowej róży i jej ważnej godzinie, czytałam o magicznej szafie, portalu do równoległej rzeczywistości, czytałam o pewnym Panu acz Samochodziku, czytałam o rudowłosej Ani i czarnowłosej Dianie, czytałam wszystko, co zabierało mnie w podróż. Byłam specjalistką od niebycia mugolem, szczególnie takim z Privet Drive 4, a później zagłębiałam się w moc pierścienia i siłę ducha istot z Śródziemiowego Shire. Czytałam o Alicji w krainie pełnej czarów, czytałam o ogrodzie, tajemniczym, nieco mrocznym i odważnej, wrażliwej Mary Lenox, która stała za jego (i nie tylko jego) odrodzeniem, czytałam o dżungli i wędrującym po niej Mowglim, czytałam o Stumilowym Lesie, czytałam baśnie, niektóre zmrażały mi krew w żyłach (Sinobrody! Brrr). Czytałam też lektury! Płakałam nocą przy Chłopcach z Placu Broni, czy Kamieniach na Szaniec. Liczyłam piegi Pana Kleksa, podążałam za Karolcią i Piotrusiem oraz zaczarowanym koralikiem. Obserwowałam obce i znane relacje z Ten Obcy, biegałam ścieżkami Bullerbyn. I wiersze, rymowanki! Czytałam je, recytowałam, śpiewałam. Zbiór wierszy Juliana Tuwima – Lokomotywa – zilustrowany przez Jana Marcina Szancera to jeden z głównych składników czytelniczej strefy mojego dzieciństwa. Ach, i był też Żabbing, czyli jak Kumka z Gumką Dżoging uprawiały. Dzieci, czytajcie! Dorośli, czytajcie Dzieciom (i sobie)! Literatura dziecięca jest piękna.
A czym jest dla Ciebie szczęście?
Och, szczęście jest dla mnie czymś bardzo wielowymiarowym. Lata temu zrozumiałam, że należy odnaleźć szczęście w zwyczajności. Tylko wtedy będzie się szczęśliwym trwale, codziennie. Nasze życie składa się w największej mierze ze zwyczajności. Nadzwyczajność jest epizodyczna. Z tym, że pojawia się tuż też pewne zagnieżdżenie, bo ja niejednokrotnie czuję, że ta zwyczajność jest nadzwyczajna… Szukam szczęścia w codzienności, cieszę się drobnostkami, doceniam. Jak to, co wokół potrafi urzec! Niesamowicie. Lubię wyzwania, bardzo, ale jednocześnie potrzebuję spokoju, stałości. Kiedyś myślałam, że mnóstwo w tych moich potrzebach sprzeczności. Teraz wiem, że pełno w nich słuszności. Natura zawsze dąży do położenia równowagi.
Czego Ci życzyć zatem na kolejne miesiące tego roku?
Zwyczajności i zdolności do dostrzegania jej fenomenalności. Epizodycznych nadzwyczajności. Równowagi 😊. I zdrowia.
Niech się spełnia! Dziękuję!
Dziękuję Ci bardzo Moniko za Twój czas i za, jak zwykle, bardzo wnikliwe pytania.
Za Agatą Cieszyńską rozmawiała Monika Wilczyńska
Agata Cieszyńska - fizyczka, pisząca z zamiłowaniem od lat. Poza pysznościami, rozsmakowuje się w rozmowie. Ceni uważność. Zafascynowana potęgą dobrą. Uważa, że słowa mają moc. Uwielbia być Mamą. Lubi łamigłówki i planszówki. Interesuje się szeroko pojętym poznaniem. Pisze, kiedy może, a czasem także kiedy nie może. Książki jej autorstwa dotychczas dostępne na rynku to dwa (z planowanych czterech) tomy sagi fantasy: część I, „Opowieść” część II „O początkach” oraz „Czaronadziejka i pobyt w hotelu” .Tworzy, pracuje, główkuje, analizuje, edukuje. Od marca 2024 wraz z Mężem prowadzi Wydawnictwo o nazwie Światy Równoległe. Swój świat buduje z zapałem i miłością wśród Bliskich, przy nich, z nimi. A może tych światów jest więcej niż jeden… ?
