Natuli to nie tylko wydawnictwo, ale też księgarnia, czasopismo online i webinary, które już od kilkunastu lat zmieniają polskie rodzicielstwo. Czytelnicy cenią ich piękne i mądre książki o macierzyństwie, wychowaniu, a także te, które można czytać wspólnie z dziećmi, budując poczucie bliskości. Nie wszyscy jednak wiedzą, że adres Natuli to nasze miasto – Szczecin. Z Aleksandrą Brambor-Rutkowską, redaktorką naczelną rozmawiamy o literaturze, rynku książki i czytaniu.
Olu, powiedz na początku, kto powołał do życia Natuli i jak duży jest Wasz zespół? Jak wygląda Wasza praca? Spotykacie się przy wielkim stole w biurze wydawnictwa? A może odbywa się to zupełnie inaczej?
Zaczęło się od potrzeby młodej matki, która szukała wiedzy o tym, jak w naturalny sposób wspierać rozwój swojego dziecka. Mowa o Alicji Szwincie-Dyrdzie, która dwadzieścia lat temu założyła dziecisawazne.pl, aby pisać o noszeniu w chuście (co to była za fanaberia!), wielopieluchowaniu, współspaniu, rodzicielstwie bliskości i wielu innych tematach, współpracowała z wieloma ekspertami czy ekspertkami, mnóstwo nowości wniosła do Polski. Dziś na portalu mamy ponad sześć tysięcy artykułów, a za sobą rodzicielską rewolucję. Z czasem powstała księgarnia, a wydawnictwo wydało pierwszą książkę w 2018 roku i rozpoczęliśmy wydawanie Serii Rodzicielskiej, z której jesteśmy chyba najbardziej rozpoznawalni. W Natuli pracuje kilkanaście osób, mamy biuro w Szczecinie, natomiast tam głównie odbywa się wysyłka i codzienna praca związana z e-commercem, zaś większość zespołu od początku pracuje całkowicie zdalnie. Widujemy się zwykle na różnych targach i eventach. Dobrze nam się to sprawdza.
Jesteś redaktorką naczelną w wydawnictwie Natuli. Jak tu trafiłaś? Czym zajmujesz się na co dzień?
Zostałam zrekrutowana w 2019 roku, początkowo jako osoba odpowiadająca za media społecznościowe i reklamę, ale w wyniku trudności losu (miałam wypadek samochodowy), musiałam zrezygnować z tej posady. W tamtym czasie współwłaścicielka Natuli, Alicja, napisała do mnie wspierającą wiadomość, a to zachęciło mnie po kilku miesiącach do odezwania się do niej ze szczerą prośbą, że chciałabym pracować przy książkach, a nie przy reklamie. I że marketing tak naprawdę mnie nie interesuje. Dała mi szansę i od 4 lat pracuję przy wszystkich wydawanych tytułach Natuli. Nie było to do końca przebranżowienie: miałam wykształcenie kierunkowe i doświadczenie (oraz niestety brak wiary w rynek książki). Pracowało nam się dobrze i intensywnie, wydałyśmy razem z Alicją (i innymi osobami, np. naszym wspaniałym redaktorem Adrianem) ponad pięćdziesiąt książek od tamtego czasu i sporo jeszcze przed nami. Praca redaktorki jest wymagająca (i niekiedy drobiazgowa), a naczelnej bywa stresująca i pełna wyzwań, natomiast nie widzę się w innym miejscu. Każdy zakończony projekt daje ogromną satysfakcję, mamy też zgrany zespół i towarzyszymy sobie nie tylko w pracy.
Jako jedno z niewielu wydawnictw w Polsce utrzymujecie stałą cenę książki. Powiedz na czym to polega, i skąd ta decyzja?
Mamy innowacyjną dystrybucję, która pozwala nam działać na własnych zasadach, korzystnych zarówno dla czytelników i czytelniczek, jak i wszystkich osób pracujących nad książką. Niezależna dystrybucja powoduje, że wszyscy dostają takie same rabaty (duże księgarnie online i małe, stacjonarne), a sami nie stosujemy agresywnej polityki cenowej. Nie przyciągamy klientów ceną, a jakością, dając wszystkim równe szanse. I to działa, wszyscy na tym zyskują: my dzięki temu możemy wydawać coraz lepsze książki, lokalne miejsca mają uczciwe warunki, a czytelnik otrzymuje wciąż niedrogi, a jakościowy i fair produkt. To koncepcja współwłaściciela Natuli, Michała Dyrdy, który nie chciał brać udziału w wojnie cenowej i różnych patologiach rynkowych, np. takiej, że autor otrzymuje za sprzedaż jednego egzemplarza swojej książki kilkadziesiąt(!) groszy. Cena wyjściowa jest przystępna, w dodatku dzięki temu nasze książki są sprawdzone merytorycznie, konsultowane ze specjalistami, a także wydane z dużą dbałością o design. Mamy czytelników, którzy widzą jakość naszych książek, dlatego możemy działać trochę antysystemowo.
Gdzie czytelnicy mogą szukać Waszych książek? Z pewnością są dostępne nie tylko w sklepie internetowym?
Nasze książki są dostępne zarówno online, jak i u naszych zaufanych partnerów i partnerek, głównie w księgarniach kameralnych, często w szkołach rodzenia i sklepach z rzeczami dla dzieci. Jeśli ktoś potrzebuje, zawsze może się do nas zgłosić, żeby poszerzyć swoją ofertę o publikacje Natuli.
Trzeba podkreślić, że wszystkie tytuły Waszego wydawnictwa są pięknie wydane. Doceniają to czytelnicy i nie tylko! „Kołysanki” Eweliny Kowalczyk-Kurzaj, dodajmy, że to autorka ze Szczecina, nominowane były ostatnio do Nagrody Żółtej Ciżemki za najlepszą książkę dla dzieci i młodzieży. Brawo!
Dziękujemy! Rzeczywiście, staramy się, aby nasze książki były edytorskimi perłami i cieszyły zmysły, w tym zmysł piękna ;) Ewelina pisze piękne wiersze, te są w duchu słowiańskim, przywołują cudowną tradycję wspólnoty kobiet.
„Kołysanki” pięknie zilustrowała Aleksandra Szwajda (Szczecin!), tak jak i uroczą serię o Niuniusiu. Można powiedzieć, że osoby ze Szczecina rozwijają u Was skrzydła?
Ola Szwajda zaczęła dla nas ilustrować infografiki do Serii Rodzicielskiej, a później stworzyła dla nas aż siedem książek! W tym też piękną książkę „Zobacz, jak wielka jest miłość”. Mamy również ekspertki ze Szczecina, wspomnę o Karolinie Piotrowskiej, autorce „Rozwoju seksualnego dzieci” i Dorocie Fryc, Stargardziance, która wykładała na Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie, naszej współautorce kompendium „Ważne! Ciąża” (tu wydawniczy poród trwa bardzo długo, bo to nasza najobszerniejsza książka, zbliżamy sie jednak do szczęśliwego rozwiązania). Mam jeszcze kilka szczecińskich niespodzianek, ale to na razie tajemnica.
Nie można zapomnieć o tym, że to właśnie wydawnictwa Natuli wydało przepiękne wierszyki w bliskościowe nieodżałowanej Kasi Huzar- Czub...
Tak, jesteśmy z nich bardzo dumni, to wybitna poezja doskonale zilustrowana przez Joannę Bartosik. Wydaliśmy pięć tomów w tej serii i są to nasze bestsellery, co świadczy o tym, że czytelnicy również je kochają. A my kochaliśmy i nadal kochamy Kasię, pracowała u nas dwa lata (byłyśmy nawet razem na rozmowie rekrutacyjnej). To taka wielka strata, chyba najlepiej oddadzą to jej własne słowa (z tomu „Wierszyki na dobranoc”): Widzę cię, widzę cię / patrzeć wciąż na ciebie chcę / Patrzę… patrzę… ale oczom / czas pozwolić już odpocząć // Zamknij oczy. I co teraz? / Choć ich wcale nie otwierasz / i choć jest najciemniej w świecie / wciąż czujemy siebie przecież.
Oczywiście nie tylko szczecińscy autorzy wydają w Natuli.
Tak, współpracujemy z ludźmi z całej Polski, a także z różnych miejsc na świecie (np. z Honolulu). Zazwyczaj to my zapraszamy autorów do współpracy (zwykle bowiem to świetni specjaliści i eksperci w swojej dziedzinie, a nie zawodowi pisarze), natomiast wydaliśmy kilka książek z propozycji wydawniczych, więc warto do nas pisać.
Czego jeszcze czytelnicy nie wiedzą o Natuli?
Że nasze książki można zamówić z odbiorem osobistym przy ul. Królowej Korony Polskiej 24/11 w Szczecinie! Spacer po Jasnych Błoniach i dobra lektura - brzmi jak idealne popołudnie.
Olu, ty również jesteś autorką - wspaniałych książek kontrastowych dla maluchów! Bardzo często kobiety piszą książki dla dzieci dokładnie wtedy, kiedy zostają matkami. Czy u ciebie było podobnie?
Tak, brakowało mi pierwszych książek o tym, co naprawdę dzieci interesuje. Zwykle też kontrastówki nie opowiadają historii, a pokazują osobne obrazki. W przypadku tych książek jest inaczej, są spójne, zabawne i opowiadają o codziennych, bliskich nam sprawach: gotowaniu zupy, robieniu prania, wyjściu na spacer oraz ubieraniu choinki. Świetne ilustracje wykonał Paweł Mildner, a większość tych elementów była wycinana z papieru. Dzieci świetnie się nimi bawią, a o to mi najbardziej chodziło.
Pochwal się jeszcze, proszę, swoim sukcesem! Twoje książeczki dotrą niebawem do Japonii!
Tak, to spełnione marzenie, mam też nadzieję, że uda się je wydać w kolejnych krajach. Inna nasza książka, „Włosy” (autorstwa Julii Talagi z illustracjami Agaty Królak), właśnie ukazała się po hiszpańsku i katalońsku. W tym roku dzieci z Japoni, Bułgarii, Meksyku, Ukrainy i Słowacji będą miały możliwość cieszyć się z książek Natuli. To dla nas wielkie święto.
Masz już kolejny plan na nową książkę Twojego autorstwa?
Mam kilka pomysłów w procesie, ale jeszcze nic konkretnego. Wiem, że coś przyjdzie, kto wie, może napiszę też dłuższą prozę.
Wiem, że książki zajmują ważne miejsce w Twoim życiu i do tej pory nie wyrosłaś z literatury dziecięcej i młodzieżowej (tak jak i ja). Powiedz, na jakich książkach się wychowałaś? Które tytuły z dzieciństwa wspominasz z sentymentem?
Czytałam bardzo dużo, a wiele z tych książek towarzyszy mi do dziś, przede wszystkim „Bromba i inni” Macieja Wojtyczko, seria o Muminkach Tove Jasson, cała Astrid Lindgren (choć najbardziej „Dzieci z Bullerbyn”). Jako dziecko zachwycałam się też wydaniami opowiastek Beatrix Potter, „Białym kłem” Jacka Londona oraz „Szarą wilczycą” Jamesa Curwooda. Bardzo lubiłam również Harrego Pottera, choć nie przeczytałam ostatniej części (ktoś mi zaspoilerował zakończenie i straciłam do tego serce). Może to dobra okazja, by do tego wrócić.
Na co zwracasz uwagę wybierając książki dla swoich dzieci?
Na studiach kupowałam masę książek dla dzieci, a po zostaniu mamą odkryłam, że to wcale nie są książki dla dzieci. Są owszem, piękne, oryginalne, ale niestety bywa, że często zupełnie nieprzystające do percepcji dziecka i jego zainteresowań. Teraz dla mnie dużo ważniejsze jest to, by książki sprawiały dzieciom przyjemność, opowiadały dobre historie, śmieszyły, były nośnikiem emocji. Dzieci, tak samo jak dorośli, potrzebują dobrej literatury, bo to nas wszystkich kształtuje: naszą postawę moralną, zdolność do współodczuwania (empatia), przeżywanie emocji w bezpiecznych warunkach. Tyle korzyści! Z dziećmi najchętniej czytam (poza klasycznymi pozycjami z mojego dzieciństwa) książki Justyny Bednarek, Agi Nuckowski, Pii Lindenbaum oraz Tomiego Ungerera. W wydawnictwie mamy, jakby to ująć, nosa do książek, które mają jedynie uczyć, unikamy ich jako wyznacznika tego, czym dobra książka dla dzieci być nie powinna.
Zachwyciłam się ostatnio książką „Wystarczająco dobre życie” Ryszarda Kulika, która ukazała się w Waszym wydawnictwie. Niezwykle dopracowana pod względem edytorskim, szyta z otwartym grzbietem. Piękny prezent dla czytelników w każdym wieku! A co Ty, z ostatnich nowości wydawnictwa Natuli, poleciłabyś czytelnikom? Tym młodszym i tym starszym oczywiście?
Również „Wystarczająco dobre życie”. Oj, napracowałyśmy się z Alicją przy tym ekologicznym wydaniu, zapach tej książki (kukurydziany) rekompensuje jednak wszystko. To naprawdę świetna książka, chciałabym, żeby przeczytało ją jak najwięcej osób. W obecnych czasach potrzebujemy ludzi świadomych. Z nowości dla dzieci polecam zaś książkę„Mama jest jak dom” francuskiej artystki Aurore Petit (tłumaczyła Dorota Hartwich). Co tu dużo mówić - dawno nie widziałam tak pięknej, mądrej i wzruszającej książki.
Dziękuję!
Z redaktorką naczelną Wydawnictwa Natuli i autorką, ozmawiała Monika Wilczyńska
Aleksandra Brambor-Rutkowska – redaktorka naczelna wydawnictwa Natuli (od 2023 roku), wcześniej była redaktorką prowadzącą i korektorką tej oficyny. Absolwentka edytorstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, autorka książek dla najmłodszych, pasjonatka kaligrafii. Mieszka w Stargardzie, ma dwóch synów.
zdjęcia z archiwum Aleksandry Brambor-Rutkowskiej
