Gdy „cisza” jest przestrogą…

Mija właśnie miesiąc od premiery najnowszej książki Przemysława Budzińskiego. „Cisza Roju” to pierwszy tom z cyklu „Insektorium” . Poniżej rozmowa z Autorem o inspiracjach i ... mroku.

Matka Foresta Gumpa mawiała, że „Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, na co trafisz”. Porównując Twoją twórczość do takiego pudełka, opowiedz o smakach swoich dotychczasowych tytułów. Ja już wiem, że daleko im od słodyczy… 😉

Dominującym smakiem moich opowieści będzie jednak gorycz, z reglamentacją cukru. Ten cierpki pierwiastek pojawia się zarówno w reportażowej „Spółdzielni starców” okołogrozowych „Kieszeniach pełnych ślimaków”, w „Ciszy roju” w której staram się pokazać, że ludzkość zmierza ku zagładzie, a także w „Agonii bursztynowych ważek” (premiera w listopadzie) w której powojenna rzeczywistość daleka jest od słodyczy. Co ciekawe, w każdej kolejnej powieści tego początkowego humoru ze „Spółdzielni”, jest coraz mniej. W „Agonii” nie ma go wcale.

Do listopadowej „Agonii bursztynowych ważek” jeszcze wrócimy. Powiedz jak się czuje autor miesiąc od premiery swojej najnowszej powieści? Czy dotarły już do Ciebie głosy czytelników, ich wrażenia? Czekasz na nie niecierpliwie?

„Cisza roju” zbiera pierwsze opinie i recenzje, jest ciepło przyjmowana przez grono innych czytelników niż miałem do tej pory i chyba z lekką ostrożnością tych, którym do tej pory podobały się np. „Kieszenie pełne ślimaków” . Jest to dla mnie zupełnie zrozumiałe. Podchodzę do tej powieści z dużym sentymentem, ale i z dużą rezerwą. Dark fantasy nie jest moją ulubioną konwencją (choć była w czasach gdy to pisałem 2017 r.). Poza dokończeniem cyklu, nie zamierzam pisać innych opowiadań w podobnym klimacie. Nie twierdzę, że nie zależy mi na dobrym odbiorze „Ciszy Roju” ale chcę by głównym nurtem moich pisarskich poszukiwań pozostała szeroko pojęta literatura mroku, okołogrozowa, bo troszkę już zaczyna do mnie przyklejać się łatka, że „piszę groze dla ludzi którzy grozy nie czytają” Lubię to określenie. Nie chcę go wydrapywać ze swojej autorskiej cv-ki.

Tak to bardzo dobre określenie! „Cisza roju” to mroczne dark fantasy i przyznam, że sięgnęłam po nie z pewną nieśmiałością, jako że nie czytam tego typu literatury. Zwyciężyła ciekawość! Wiedziałam czego mogę się po tobie spodziewać i dodałam sobie kilka ostrzeżeń, że będzie brutalnie i mrocznie. I było… Ale przeczytałam! I jestem pod wrażeniem twojej wyobraźni i umiejętności kreowania światów!
Podobało mi się! To nie była jednak łatwa lektura nie tylko ze względu na mrok ale również na ilość imion, rodów i krain, które występują w treści.
Starałam się nie pogubić. Lubisz tworzyć neologizmy? Skąd czerpałeś inspiracje wymyślając te nazwy? Ich ilość jest imponująca!

To było porwanie się z motyką na słońce autora przed debiutem, któremu zdawało się, że napisze kolejną „Gre o Tron”. Ale inspiracje zbierałem latami, z filmów przyrodniczych, wojennych. Największe wrażenie wywarł na mnie serial o życiu na ziemi po wyginięciu gatunku ludzkiego. Czerpałem też dużo z mitologii hebrajskiej, częściowo słowiańskiej i ludów pierwotnych.

Podczas lektury moja wyobraźnia pracowała na wysokich obrotach! Ja naprawdę widziałam lud Maorii dosiadający mamutów! Wymyślałeś oryginalne imiona, nazwy ale również stworzenia: likadiony, brontony, mewrony… Jak wyglądała praca nad stworzeniem tych wszystkich krain i ich mieszkańców?

Znów zaczęło się od przypadkowej inspiracji. Natknąłem się w periodyku geograficznym na zdjęcie Antarktydy bez czapy lodowej. Wydrukowałem sobie taką i po prostu podzieliłem na możliwe krainy. Trochę na podobieństwo Siedmiu Królestw z „Gdy o Tron” ale jednak po swojemu. Potem zacząłem zastanawiać się jak będą wyglądać ludzie po czasach totalnej niepogody. Czy będzie to tak, jak mówił Einstein „wojna na kije i patyki”. Po plagach egipskich, które dopiero przed nami, wrócimy do jakiś korzeni. Cofniemy się cywilizacyjnie. To wymusi na nas planeta.

Nie stronisz od brutalnych scen w tej powieści. Mam swoje dwie najgorsze… Jedna rozgrywa się na plaży, druga w domu pewnej kobiety… Dlaczego zdecydowałeś się mimo wszystko, na tak drastyczne opisy?

Myślę, że tego wymaga jednak konwencja. By na jakiś czas wstrząsnąć porządniej drastycznym opisem. Scena batalistyczna, w której dekapituje się tysiące głów może być spektakularna, ale w tej masie zła kryje się już zobojętnienie. Natomiast scena jednostkowego cierpienia wymusza na nas bardziej empatyczne pochylenie się nad tekstem. Chciałem przedstawić brutalny świat, tak go czułem.

To prawda… Wracając do jednej z brutalniejszych scen, to podoba mi się siódme prawo Maorii – „Jeżeli godność kobiety zostanie zbrukana, winny tego czynu zostanie pozbawiony męskości. Kobieta ma prawo zachować odcięte przyrodzenie”. Gdyby zostało wprowadzone w naszym kraju, żyłoby się nam bezpieczniej, nie sądzisz? 😉

Myślę, że taki postrach byłby skuteczniejszy, niż ewentualne wakacje za kratami :)

Ale, ale… Żeby nie było tak strasznie. Są miejsca, gdzie parę razy miałam okazję zaśmiać się podczas lektury. Dziękuję za to puszczanie oka do czytelnika! (dzieła starożytnych myślicieli w Wielkiej Bibliotece Niniwy) Znalazłam nawet akcent szczeciński - Karczma pod Wałami Chrobrego!😉

Mam ten dziwny nawyk, że w każdej, nawet najbardziej absurdalnej historii muszę trochę tego Szczecina przemycić 😉 Szczęśliwie znalazła się też przestrzeń do dosyć rubasznego i wulgarnego humoru, z czego jestem szczególnie rad.

Zanim opowiesz o tym, przypomnijmy, że to ty powołałeś do życia patrona Mateusza, którego czytelnicy mogli bliżej poznać dzięki antologii opowiadań „Szczecinowierca”. W „Ciszy roju” znów mamy patrona o pięknym imieniu … Nataniel. Ale zdradź czytelnikom, który z bohaterów jest twoim ulubieńcem. Kogo tak dobrze ci się „pisało” ;-)

Tak. Słuszna uwaga. To jest to samo uniwersum, tylko kilkaset tysięcy lat później. A moim ulubieńcem jest właśnie Arion, posłaniec cesarstwa, niezwykle barwna postać, która klnie, pije na umór, ale finalnie okazuje się całkiem wnikliwym obserwatorem. Chyba nie uda (i chyba nie chcę) powielić w przyszłości takiej postaci. I wiem po paru opiniach, że Arion budzi sympatie, o czym świadczą wymowne słowa jednego z czytelników „Możesz zabić każdego, byle nie Ariona. Arion ma przeżyć.”

Dołączam do tego życzenia! Ja też polubiłam tego rubasznego gościa ;-)

To książka pełna biblijnej symboliki. Budujesz w powieści nastrój grozy i umiejętnie wplatasz wiele znaczeń…. Czy „Cisza roju” to prognoza na przyszłość dla naszego świata? A może powinniśmy szukać w niej teraźniejszości?

Traktowałbym to jednak jako przestrogę. Ciekawią mnie głębsze interpretacje zawartych tam treści, ale przy pisaniu „Ciszy Roju” i tworzeniu świata Insektorium, przede wszystkim dobrze się bawiłem i tego chciałbym życzyć potencjalnym czytelnikom.


Życzę ci aby w kolejnych recenzjach czytelnicy dzielili się swoimi interpretacjami tej powieści. Powiedz jeszcze jak układała ci się współpraca z ilustratorem? Dałeś mu wolną rękę, czy miałeś konkretną wizję map, symboli itd.

Tomek Panek dostał moje gotowe projekty, które przerobił na szkice. Tak to miało od początku wyglądać, symbole, herby mają tam znaczenie. Nie było tu pola do jakiejś szerszej dyskusji, bo było to już gotowe w mojej głowie, nie było tez konfliktu między nami 😊

Cykl chcesz zamknąć w 4 tomach, zatem kiedy kolejny?

Tom drugi mam napisany, mogę za jakiś czas zabrać się za jego autoredakcję (będzie czasochłonna bo warsztat nieco mi się zmienił od 2018 roku) poczekam na zielone światło od redakcji, zobaczymy jak „zeżre” tom pierwszy. Jeśli będzie to dla „Światów Równoległych” dobry kierunek, to działamy 😉

W listopadzie kolejny tytuł i to w całkiej innym wydawnictwie. Czy możesz w kilku słowach zapowiedzieć tę premierę?

To dosyć osobliwe, bo znów będzie o czterech jeźdźcach apokalipsy. Tym razem będzie dużo mroczniej, duszno i niespokojnie. Mimo, że opisane historie rozgrywają się już po wojnie, lub u jej schyłku, to wojennej zawieruchy będzie tam sporo. I mam nadzieję, że trafię tym utworem do niezdecydowanych na grozę.

Trzymam zatem kciuki i życzę zielonego światła na Twojej Literackiej Drodze!

 

Przemysław Budziński | rocznik 1982. Tata Dawida, mąż Agnieszki, ojciec chrzestny projektu „Szczecinowierca” – serii opowiadań i słuchowisk grozy. Policzanin ze Szczecina i Szczecinianin z Polic. Słucha cięższych brzmień i lżejszych porad żony. W pracy zawodowej stąpa po eterycznej linii między życiem a śmiercią, trzymając za rękę zarówno żywych, jak i martwych. Lubi czytać rodzimą literaturę grozy i stara się dołożyć do niej swoją cegiełkę. Do tej pory ukazały się: „Spółdzielnia starców” (2024), opowiadania w antologii „Szczecinowierca” (2025), „Kieszenie pełne ślimaków” (2025), „Cisza Roju. Insektorium” (2025).


Z autorem rozmawiała Monika Wilczyńska



Kontakt

Monika Wilczyńska – współpraca z wydawnictwami, patronaty medialne, współpraca z recenzentami.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Informacje na temat wydarzeń literackich w naszym mieście można przesyłać na adres:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.