Kiedy pochwalono przygotowaną przez niego mowę na specjalną okazję, poczuł, że musi coś z tym zrobić! By zapełnić niszę, chce otworzyć Szczecin na... grozę. Starość, odchodzenie... - te tematy są mu bliskie nie tylko ze względu na to, że jest opiekunem socjalnym w jednym ze szczecińskich domów pomocy społecznej. Niedawno zadebiutował powieścią grozy "Kieszenie pełne ślimaków". Czego się boi? Co łączy go z bohaterem jego powieści? I czym zaskoczy jeszcze w tym roku swoich czytelników - opowiada Przemysław Budziński.
"Kieszenie pełne ślimaków" to twój debiut powieściowy. Zacząłeś od książki reportażowej "Spółdzielnia starców", potem był zbiór opowiadań. Tym czytelnikom, którzy nie czytali tej rozmowy (KLIK) przypomnij, od czego tak naprawdę zaczęło się twoje pisanie…
Dosyć specyficznie. Od napisania mowy pogrzebowej. Ponoć była tak ujmująca i pełna ciepłych wspomnień, że pół roku później napisałem pierwszą opowieść, dedykując ją babci. Pierwszej czarodziejce mojego dzieciństwa, która w dorosłym życiu, na maleńkim, zatopionym w lesie cmentarzu pociągnęła za pióro... i tak, chyba mnie wtedy natchnęła.
Powiem ci, że to brzmi naprawdę oryginalnie… A ta książka trochę odleżała w twojej szufladzie, prawda?
Tak, trochę w mojej, a trochę w szufladzie wydawcy. Była pisana w 2020/2021 roku, równolegle ze „Spółdzielnią Starców”. Znalazły się w niej fragmenty, które dla reportażu byłyby zbyt osobistą dygresją na temat rozpadu ludzkiego ciała. Te książki to trochę jak rewers i awers tych samych historii.
Nie jest tajemnicą, że na co dzień pracujesz z seniorami. Wiedzą to ci, którzy czytali twoją pierwszą książkę "Spółdzielnia starców". A temat grozy i seniorów połączyles w swoim opowiadaniu o wampirzej pensjonariuszce, które zajęło drugie miejsce w IV edycji konkursu Szczecin z dreszczykiem literacko. Powiedz skąd u ciebie ta fascynacja grozą?
Grozę filmową kocham odkąd sięgam pamięcią. Na literacką musiał przyjść odpowiedni czas. I ja dopłynąłem do tej wyspy grozy, mijając archipelagi kryminałów i fantasty, a co jakiś czas spoglądając na latarnie reportażu. W tych konwencjach czytam dalej (choć zdecydowanie mniej niż kiedyś) ale dopiero w grozie czuję, że mogę wyrazić coś, co nie będzie kalką wcześniej napisanych już historii. Nie twierdzę przez to, że w fantasy czy w kryminałach można znaleźć już jedynie wtórne projekty, ale ja prawdopodobnie takie bym poczynił.
Czego bał się mały Przemek, a czego boi się ten duży? W życiu i w powieściach.
Mały Przemek bał się, gdy gałęzie pobliskiego drzewa, uderzały w nocy w szybę. Czyli raczej reakcyjnie, a nie długofalowo. Duży Przemek boi się, że jakaś choroba pożre jego ciało, albo co gorsze – duszę. Niezmiennie boi się owadów, które mogą zabić – np: szerszeni. W horrorze ciężko mnie przestraszyć – ale ostatnio udało się to Joshowi Malermanowi, autorowi powieści „Coś się dzieje w naszym domu”.
Akcja " Kieszenie pełne ślimaków" dzieje się w małej wsi pod Choszcznem. Czy Maciejowice istnieją? Dlaczego to właśnie tam toczy się ta historia?
Maciejowice tak nazwane nie. Ale opisywana miejscowość to zbitka kilku innych, dobrze mi znanych. Nie lubię pisać o miejscach zupełnie fikcyjnych, takich w których nie byłem. Dlatego te fikcyjne Maciejowice, to miejsce, które tak naprawdę dobrze znam. To pewnego rodzaju hołd i podziękowanie za chwile pełne barw. Ludzie nieśpiesznie spijają tam życie z wyszczerbionych kubeczków. To duży przywilej, pojechać tam i zwolnić. Zwolnić życiem.
Czy kontaktowałeś się już z biblioteką w Choszcznie? Wysłałeś może bukiet kwiatów pani bibliotekarce? ;-) Ci, którzy czytali powieść domyślą się dlaczego pytam.
Hahaha! Chodzi mi to po głowie. Niestety to jest właśnie konsekwencja opisywania miejsc w których się nigdy nie było. Dobieramy wtedy odpowiedni schemat. Nie krzywdzący fabuły, ale realnych ludzi czasem i tak. Tutaj liczę na wyrozumienie i będę od progu się czołgał :-)
W powieści zdecydowałeś się na pierwszoosobową narrację. Borys, bohater twojej powieści zostawia w Szczecinie swoje problemy i przyjeżdża do dziadka na wieś. Czytelnik do końca nie wie przed czym ucieka... Ile jest autora w bohaterze? Nie bałeś się porównań?
Trochę tak. Z tym zawsze wiąże się pisanie w pierwszoosobowej narracji, która nie jest moim ulubionym modelem opowieści. Może się to wydawać zaskakujące, ale to są w części zdarzenia z mojego życia, opowiedziane innym głosem. To tak jakby Borys, wchodził w koleiny moich historii, i przechodził te fakty po swojemu, jakby był kolejną postacią w tej samej grze. Często zupełnie niezgodnie z moim schematem postępowania. A jeśli przechodzi te same historie inaczej, to i zakończenie musi być inne. Ktoś mi powiedział, że to opowieść mojego nieistniejącego brata bliźniaka, którego pożarłem dawno temu... Coś w tym jest.
Nastawiona na powieść grozy sięgnęłam po Twoją książkę z lekką obawą, czy dam radę ją przeczytać, bo nie jestem fanką tego gatunku. Tymczasem poruszyłeś we mnie zupełnie inne struny. Poczułam nawet niedosyt… Michał Dłużak w recenzji napisał, że dla niego to horror egzystencjonalny, który przejmuje go bardziej niż tragiczny element nadprzyrodzonej grozy. Czy tak miało być? A może po prostu, jak to zwykle bywa, każdy czytelnik po swojemu przeżyje tę opowieść?
Myślę, że punkty widzenia będą różne. Dla ludzi, którzy ze mną pracują, strach egzystencjonalny, o którym wspomina Michał, będzie już mocno przetarty zawodowym doświadczeniem, a dla innych będzie to właśnie to. Po napisaniu tej historii, utwierdziłem się w przekonaniu, że wolę wzbudzać niepokój niż strach. To pierwsze pozostaje w czytelniku na dłużej. Tego bym sobie życzył. Wzbudzać niepokój ;) I pisać historie pograniczne z grozą, bez zbędnego epatowania przemocą. Można ją umiejętnie zastąpić czymś innym, co zostaje na dłużej. Klimatem.
Czy zasiadając do pisania znałeś zakończenie? Czy przyszło w trakcie pisania?
Zawsze znam początek i zakończenie historii, którą chcę opisać. Inaczej do tego nie siadam. Te historie to dla mnie pociąg z lokomotywami na końcu składu, które ciągną ją w dwa kierunki. Trzeba tylko wypełnić czymś wagony.
Jakie są pierwsze opinie czytelników? Czekasz na nie, czy się ich obawiasz?
Są różne. Od pełnych zachwytu, po bardziej stonowane ;) To co mnie niesamowicie pobudza, to fakt, że ludzie szukają analogii do ślimaczego tytułu tam, gdzie początkowo tego nie zakładałem. Czy dla Borysa Maciejowice są skorupką ślimaka, do której się chowa? No w sumie tak. Czy kiedykolwiek wcześniej o tym pomyślałem. No jakoś nie ;) Opinie są dla mnie ważne. Pokazują czy kierunek, w którym warsztatowo i fabularnie idę jest dobry, czy wymaga jednak poprawy.
"Szczecin Kryminałem stoi" a ty można powiedzieć „siejesz w Szczecinie grozę” :-))) Taki masz plan?
To dosyć konkretny plan, by postawić w Szczecinie widoczny, mroczny sztandar literatury, być może z jakimś fajnym konwentem/minifestiwalem w finale. Zachodnio(po)mroczne może się kojarzyć tak samo ciekawie, jak „wschodnia flanka: za sprawą Artura Utbanowicza i Stefana Dardy. Już dziś za sprawą Szczecinowiercy, który „poszedł w Polskę” dostajemy dużo pozytywnej energii, na czele ze stwierdzeniem czytelników: „Nigdy nie był*m w Szczecinie, ale po tej lekturze muszę odwiedzić to miasto”. O to przecież chodziło.
Podobno skończysz ten rok z kilkoma tytułami na koncie? Zatem czego możemy się jeszcze spodziewać z twoim nazwiskiem na okladce?
Po wakacjach premierę będzie miało moje najstarsze „szufladowe dzieło” pisane jeszcze w 2017 roku, za sprawą Wydawnictwa Światy Równoległe „Cisza Roju”, a miesiąc/lub kilka później dosyć osobliwa literatura grozy „Agonia Bursztynowych Ważek” która ukaże się za sprawą Wydawnictwa Abyssos.
Dziękuję i życzę Ci powodzenia! Niech mrok i groza będzie z Tobą! :-)
Z Autorem rozmawiała Monika Wilczyńska
Przemysław Budziński – rocznik 82, tata Dawida, mąż Agnieszki, ojciec chrzestny audioserialu „Szczecinowierca”. Policzanin ze Szczecina i szczecinianin z Polic. Ukończył socjologie na Uniwersytecie Szczecińskim i Pracę Socjalną w Akademii Nauk Stosowanych. Debiutował w 2024 roku reportażem o domach pomocy społecznej „Spółdzielnia Starców”, w fantastyce opowiadaniem „Wywar z wiernej wiwerny” (W antologii Droga przez Otchłań) a w grozie opowiadaniami w antologii „Szczecinowierca” (2025 r.) W pracy zawodowej stąpa po eterycznej linii życia i śmierci, trzymając za rękę zarówno żywych jak i martwych. Lubi czytać rodzimą literaturę grozy, wynajdywać perełki na pchlich targach i wnikać na długie godziny w drawieńskie lasy.
Dotychczasowe książki autora.
"Szczecinowierca" - to antologia grozy z opowiadaniami szczecińskich autorów.

