W tym roku troje szczecińskich autorów obchodzi Jubileusz 10-lecia pracy twórczej. Jakie były ich początki? Co czuli, gdy wzięli swoją pierwszą książkę do ręki? Jakie mają plany? Dziś na 10 pytań odpowiada Marek Stelar.
1. Kiedy wziąłem do ręki moją pierwszą książkę, pomyślałem… nie do wiary. Napisałem. Wydałem. Ładnie pachnie. Dobra, starczy, wracam do pracy nad drugą… Niemal dosłownie takie myśli przeleciały mi przez głowę. Byłem tak głęboko w „Twardym zawodniku”, że nie miałem czasu wracać do „Rykoszetu”. Uznałem, że to już zamknięty etap. To nie jest tak, że się nie cieszyłem, ale to, co trzymałem w rękach było tylko przypieczętowaniem, fizycznym potwierdzeniem wykonanej pracy, a właściwie kilkuset godzin fantastycznej zabawy, którą kontynuowałem pisząc „Twardego”.
2. Gdybym mógł cofnąć się w czasie, to powiedziałbym wtedy do siebie… To będzie bardzo krótka odpowiedź: niczego nie zmieniaj! Ewentualnie dodałbym: jutro obstaw 3, 17, 33, 34, 45 i 47.
3. W spotkaniach z czytelnikami lubię… Wszystko. Dojazd na miejsce, jeśli spotkanie odbywa się gdzieś dalej, interakcję z czytelnikami podczas jego trwania, pytania, rozmowy w cztery oczy i powrót do domu. To takie małe święto dla autora. Nie można przecież tylko klepać w klawiaturę! Jeśli miałbym stworzyć ranking najprzyjemniejszych rzeczy związanych z byciem pisarzem, to spotkania są na drugim miejscu. Na pierwszym jest oczywiście pisanie.
4. Z moich książek najbliższa jest mi… Zawsze mówię, że nie pyta się rodziców, które ze swoich dzieci kochają najbardziej, potem twierdzę, że chyba jednak „Rykoszet” i może każdy pierwszy tom kolejnych serii, ale teraz tak pomyślałem, że najbliższa jest mi ta, którą akurat piszę!
5. Dokładnie za 10 lat będę… na topie topów. Na samym dnie. W pracy na etacie. Martwy. Nie wiem… Jedyny plan, jaki mam na przyszłość, nawet w tej dziesięcioletniej perspektywie to pisać, pisać, pisać… A co będzie, czas pokaże.
6. Początkującym autorom powiedziałbym... Piszcie tak, jak lubicie czytać. Nie uważajcie się za geniuszy, ale wierzcie w siebie. Bądźcie obiektywni wobec siebie, na ile się da. W związku z szeroko pojętym pisaniem nie róbcie niczego, czego moglibyście się kiedyś wstydzić, bo to zawsze wyjdzie, ale niech to nie strach przed wypłynięciem grzeszku was przed tym powstrzymuje, tylko przyzwoitość. Próbujcie, jeśli chcecie zostać pisarzami, bo kochacie pisać. Nie próbujcie, jeśli chcecie zostać pisarzami, tylko dlatego, że to fajna fucha.
7. Największym wyzwaniem podczas pisania jest dla mnie… Wyzwanie i pisanie… W moim przypadku te dwa pojęcia nigdy się nie spotkały. W zasadzie piszę to, co chcę i jak chcę, a kiedy dostaję propozycję stworzenia czegoś w gatunku, w którym do tej pory nie pisałem, po prostu to robię.
8. W dobry humor zawsze wprawia mnie... Wiosna, lato, jesień i zima, kiedy spadnie śnieg. Piękny widok. Zwierzę, które mogę wyczochrać. Dobry film i książka. Wizyta w Nowym Warpnie.
9. Nie lubię, gdy… przez dłuższy czas nie mogę pisać, załatwiając różne sprawy.
10. W tym roku planuję….. złamać obietnicę, że skończyłem ze Szwagrem i Miśkiem. Presja społeczna oraz moja tęsknota za tymi dwoma gigantami była tak wielka, że złamałem się i jesienią powinien ukazać się czwarty tom. Poza tym dwa tomy historii z inspektorem, a potem radcą (awans!) Kurtzem ze szczecińskiej Kripo. Może uda się samotny wypad do Łotwy i Estonii. I może zacznę opowieść o Nowym Warpnie, z której napisaniem noszę się już od dłuższego czasu, ale jego brak mi na to nie pozwalał. Oby!
