Połowa lipca przywitała mnie znakomitą wiadomością, a to dlatego, że „Sedno” Marka Stelara doczekało się wznowienia w Wydawnictwie Filia. Co więcej, pod okiem świetnej redaktor Anny Rozenberg.
Powieść ta nie jest kryminałem ani thrillerem, czyli gatunkami, do których przyzwyczaił swoich czytelników Autor. Dla mnie to opowieść o ludziach, ich słabostkach i grzechach. Opowieść o złu, które nadal ma się niestety bardzo dobrze.
Gdzie przenosi nas Marek Stelar w tej historii? Otóż zaczyna się zupełnie niewinnie, bo na Dworcu Głównym w Szczecinie. Główny bohater, Sebastian Kolasiński, cieszący się wzięciem architekt, wyrusza nocnym pociągiem w podróż do Warszawy. W przedziale poznaje Waldemara Kurczyka, księgowego, z którym nawiązuje znajomość typową dla takich pociągowych przejazdów. Z czasem pojawiają się kolejne osoby, które podróżują tym samym wagonem: nieśmiały dramatopisarz, znany aktor, ukraiński budowlaniec, piękna dziewczyna, kibol i znęcający się nad żoną mężczyzna.
Ta historia jest właśnie o nich wszystkich: o każdym z osobna i o wszystkich razem. Bo nie bez powodu znaleźli się w takim właśnie składzie, skupieni na ciasnej przestrzeni. Powodem tym są ich wszelkie przewinienia, które jedni skrywali niczym największą tajemnicę, inni zaś nawet nie zauważyli, że czynią zło, myśląc wyłącznie o sobie i swoich interesach.
Cóż… Dla mnie lektura „Sedna” była czymś bardzo wyjątkowym, choć przy tym trudnym, bo obnażającym zło siedzące w nas, ludziach. Wiemy, że ono istnieje, ale staramy się od niego trzymać z daleka. Tymczasem „Sedno” uświadamia, że każdy z nas ma jakieś winy i pierwiastek zła w sobie. Po lekturze nasuwa się pytanie, czy mamy prawo oceniać innych, często tylko po pozorach.
Stelar w „Sednie” zostawiał mnie z takimi pytaniami bez odpowiedzi nie raz. Mąciło to mój spokój umysłu, ale takie książki właśnie lubię i cenię najbardziej. O tej niewątpliwie będę pamiętała i chętnie do niej wracała w przyszłości. Sposób w jaki autor prowadził narrację, jakich słów używał, by jak najlepiej oddać swych bohaterów i to, co mają na sumieniu, powodował, że każdy rozdział czytałam z zapartym tchem.
Fabuła opisywana tak filmowo i plastycznie, sprawiała, że aż miało się czasem wrażenie, że siedzi się z Kolasińskim w ciasnej toalecie pociągowej. Czuć było ciężką atmosferę, która gęstniała z każdą przeczytaną kartką. Bo przecież na początku mieliśmy tylko Szczecin, pociąg i architekta. To, co Stelar zrobił później, to obnażenie słabostek, grzechów i przewinień ludzkich. Nie oceniał, raczej pokazywał zło, jakie ludzie wyrządzają innym i sobie samym. Niestety nie zmieniło się to na przestrzeni wieków i prawdopodobnie nie zmieni się nigdy.
Powieść ta pokazuje też, że nie ma ludzi bez win, tajemnic, choćby tych najmniejszych – i zanim ocenimy innych musimy się zastanowić, czy aby sami nie mamy nic na sumieniu. "Sedno" zmusza do myślenia. To nie czytadełko lekkie, bezrefleksyjne. Widać, że Autor nie raz zastanawiał się nad kondycją świata i trochę nam ją tutaj przedstawia, z tej gorszej strony. Tym samym i ja zatrzymywałam się, dumając co bym zrobiła, czy coś w ogóle i jak. Czy zawsze da się coś w ogóle zrobić.
Oprócz refleksji nad ludzką naturą Marek Stelar pokazał na kartach powieści znakomicie skrojone postacie: choćby Kurczyk, Kolasiński czy Turwid, oskarowo odgrywający wszystkie role niezbędne mu do osiągnięcia własnych celów.
Kilka godzin w mrocznym świecie stworzonym przez Marka Stelara było absolutną przyjemnością. Trudną co prawda, zmuszającą do refleksji i przemyśleń, ale przy tym wartościową.
Muszę przyznać, że jest to moja ulubiona powieść Autora. Czytałam też opowiadania Marka Stelara z podobnym dreszczykiem oraz ładunkiem emocji, i dla mnie sprawdza się w tym gatunku genialnie. Ja czekam na więcej takich powieści z pogranicza horroru i weird fiction.
I odpowiedzcie sobie sami, jeśli potraficie: w czym tak właściwie tkwi sedno?
