Tak miało być

 „Coś się we współczesnym randkowaniu rozjechało. Bo miało być tak: kawa, kolacja, spacer. Umówił się z nią na dziewiątą i przyszedł czas. Może nie, że zaraz kwiaty, że śpiewa pod oknem, bez śniadania u Tiffany’ego, bez sceny w deszczu na moście, ale jednak mówi do rzeczy, słucha, odzywa się zaraz „po”, dziękując za spotkanie. (…) Normalnie. Jak kiedyś, jak w komediach romantycznych.” [Najgorsze randki…, Agata Romaniuk]

Tinder, Badoo, Bumble, eDarling, Facebook Randki, Sympatia, Boo, adopte… Tysiące zdjęć przesuwanych palcem w prawo lub lewo, na podstawie których wyrokujemy, kto przechodzi do kolejnego etapu. Początkowa ekscytacja, nadzieja, późniejsze zwroty akcji, fortele, brak szczerości, fałsz, iluzja, wypaczenie, rozczarowanie, rozgoryczenie, nuda, niechęć, zawód, smutek. Złudna mnogość wyboru i pozorna łatwość w znalezieniu „swojego człowieka”.

Każdy, kto posmakował randkowania w sieci na pewno przeszedł przez każdy etap internetowego rendez vous. Część z nich kończyła się już na etapie dopasowania, powitania, lub po wymianie kilku wiadomości umierała jak zapomniany kwiat doniczkowy. Niektóre z nich wywoływały podekscytowanie i ciekawość żarząc się przez chwilę jasnym płomieniem, by niespodziewanie zgasnąć i zniknąć. Umówione spotkania na które potencjalny partner nie dociera milknąc bez podania przyczyny, czasem wracając z zaświatów po kilku miesiącach (lub latach) cichej absencji. Sztucznie stworzone konta, zdjęcia nienaturalnie podrasowane filtrami, lub podkręcone przez AI. Ludzie odmłodzeni, odchudzeni, wyprasowani z wszelkich zmarszczek, niedoskonałości i zagnieceń. Na potrzeby portalu randkowego zredukowani do statusu singla, z wymazanymi z życiorysu - bez wyrzutów sumienia - dziećmi, żoną, narzeczoną. Próbujący z różnym skutkiem sprzedać innym złudzenia na swój temat. Chowają się za przeciwsłonecznymi okularami, pod bluzą z kapturem, czapką z daszkiem, kaskiem motocyklowym, czy snowboardowym. Lub odwrotnie- dumnie prężą wytatuowaną pierś w łazienkowym lustrze, na siłowni, demonstrują logo na koszulce, zegarek na przegubie, auto na podjedzie, by zasygnalizować swój status majątkowy. Albo zupełnie inaczej: pod palcem miga dumny fanatyk wędkarstwa ze złowioną rybą, grzybiarz z koszem prawdziwków, górska panorama, rozmyte zdjęcie fotografii z książeczki wojskowej sprzed kilkudziesięciu lat i wiele innych. Po kilku lub kilkunastu bezowocnych miesiącach zobojętniali, znudzeni i zmęczeni przerzucamy zdjęcia traktując je jak rolki na Tik- Toku, okopując się jednocześnie na swoich bezpiecznych pozycjach pełni wzajemnej nieufności, czy wrogości.

Autorka w swoim reportażu wspomina nie tylko własne „najgorsze randki”. Mamy więc przekrój najróżniejszych historii począwszy od tych zabawnych, dziwacznych poprzez żenujące, smutne, czy niebezpieczne dodatkowo okraszone ilustracjami Maliny Sosnowskiej. Książka uświadamia, że każdy ma za sobą podobne doświadczenia niezależnie od płci. Uświadamia, że przejście od wirtualnej znajomości do realnego spotkania zdarza się stosunkowo rzadko.

I ja mam własny zestaw „najgorszych randek”, ale i tych całkiem sympatycznych. W tym dwie najważniejsze, z czego jedna przeobraziła się w trzynastoletni związek, a inna ponad dwadzieścia lat temu zaowocowała przyjaźnią, która trwa do dziś. Obecnie i ja doświadczam ghostingu (brutalne zniknięcie z relacji) i jak każdy kilka miesięcy głowię się nad powodem tej nagłej ucieczki. Ale tylko za pierwszym razem. Dziś wiem, że często mimo wcześniejszego podekscytowania, wrażenia symetryczności, kilkutygodniowego wzajemnego wyobrażania siebie nawzajem, wraz ze zbliżającą się datą spotkania potencjalnego partnera często ogarnia lęk i niepewność. Przygniata bagaż dawnych doświadczeń i obaw. Wyjście zza ekranu telefonu to zmierzenie się z własnym, często podkoloryzowanym obrazem, który stworzyliśmy w Internecie. To odwaga stanięcia z obcym twarzą w twarz, dobrowolne poddanie się ocenie, wysiłek polegający na podtrzymywaniu dialogu, a w końcu narażenie się na ryzyko porażki. Myśląc o tym zapominamy, że po drugiej stronie także jest człowiek, który czuje się zupełnie podobnie jak my, bo jak mawia Małgorzata Halber: „Każdy się wstydzi trzech rzeczy. Że nie jest ładny. Że za mało wie. I że niewystarczająco dobrze radzi sobie w życiu. Każdy”.

„Najgorsze randki…” Agaty Romaniuk na szczęście dają także odrobinę nadziei i ciepła. Udowadniają, że mimo strachu warto skierować swoje kroki i wyciągnąć dłoń w stronę realnego człowieka. Polecam!

Szczegóły

  • Autor: Agata Romaniuk
  • Tytuł: Najgorsze randki świata i kilka udanych
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
  • Data wydania: 2024
  • Liczba stron: 196
  • ISBN: 978-83-68263-32-9

Kontakt

Monika Wilczyńska – współpraca z wydawnictwami, patronaty medialne, współpraca z recenzentami.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Informacje na temat wydarzeń literackich w naszym mieście można przesyłać na adres:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.