Ta lektura jest najlepszym przykładem, że od historii nie da się uciec.
Kiedy kilkanaście lat temu byłam w Niemczech, pewna leciwa Niemka opowiadała mi historie rodu hrabiów Lehndorffów z Prus Wschodnich. Ich tragicznym wkładzie w próbę przeciwstawienia się złu jakim był nazizm, a przede wszystkim Adolf Hitler. Pokazywała zdjęcia z ich majątku w Sztynorcie, opowiadała o powojennych losach wdowy z czterema córkami. Przywoływała wspomnienia odwagi tych dwojga młodych ludzi – Heinricha i Gottliebe - jak wspólnie z wyższymi oficerami niemieckimi zaplanowali zamach na Hitlera w Wilczym Szańcu na Mazurach. Jak okrutnie potraktowano spiskowców i ich rodziny, bez względu na pozycję społeczną, wiek i dystynkcje wojskowe. Kto pasjonuje się historią zna ten temat, szczególnie, gdy oglądał film z Tomem Cruisem „Walkiria”, w którym amerykański aktor wciela się w rolę pułkownika Clausa von Stauffenberga.
Ta historia powróciła do mnie za sprawą książki Antje Vollmer „Podwójne życie”. Książka rozszerza wiedzę na temat rodzin arystokratycznych w Prusach Wschodnich. Możemy śledzić ich styl życia, upodobania, sposób myślenia. Autorka przybliża warunki bytowe w zamkach i pałacach, w których mieszkali. Ulubione sporty i pasje, jak polowania, są barwnie opisane.
Przedstawia jak wychowywali swoje dzieci – na co kładły nacisk szkoły przyklasztorne, w których młodzi Prusacy pobierali nauki? Czy eliminowanie samodzielnego myślenia na rzecz drylu i posłuchu zaowocowało pokoleniem akceptującym przemoc i dyktaturę? Czy tylko nieliczne jednostki pozostały wrażliwe na okrucieństwo i szaleństwo? Dlaczego naród niemiecki tak łatwo zaakceptował dyktaturę Adolfa Hitlera? A przede wszystkim jak trudno było odgrywać podwójną rolę – gościć w domostwie wysokich rangą polityków nazistowskich, uśmiechać się i jednocześnie przygotowywać zamach.
Trzeba przeczytać tę książkę, szczególnie teraz, w czasie odbudowujących się ruchów neonazistowskich w Europie, by wiedzieć, że milczenie to zgodna na zło. Jak powiedział zmarły niedawno Marian Turski „nie bądźmy obojętni”, bo nazizm nie spadł z nieba. My, swoim życiem nie ryzykujemy. Póki co.
