Kiedy rój milknie

Wyjątkowo tym razem pozwolę sobie zacząć od interpretacji. Tytuł najnowszej powieści Przemysława Budzińskiego – „Cisza roju” to zestawienie wyrazów, które samo w sobie brzmi jak prowokacja. Bo jak rój – coś, co kojarzy się z gwarem, brzęczeniem, nieustannym ruchem – może być cichy?

To przecież oksymoron, paradoks, w którym dwie sprzeczności stoją obok siebie i zaczynają się nawzajem podważać. I tu, mam wrażenie, tkwi klucz do powieści. „Cisza roju” nie oznacza milczenia, ale raczej taki rodzaj ciszy, który jest złudzeniem. To jak wtedy, gdy wchodzisz do lasu i nagle robi się dziwnie spokojnie – żadnego szelestu, żadnego ptaka. A przecież wiesz, że tam coś jest. Że ta cisza nie jest pustką, tylko przedburzowym napięciem. Bo kiedy rój milknie, to znaczy, że coś się zbliża. Że zaraz nadejdzie atak, albo że jesteś już wchłonięty do środka i nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.

Ależ się rozpisałam – ad rem! Zdaje się, że znowu mam jakieś natręctwa muzyczne…
Czytając „Ciszę roju”, od pierwszych stron miałam w głowie: „Dziwny jest ten świat…” Niemena. I nie był to przypadek – bo uniwersum, które autor tworzy, jest naprawdę niezwyczajne. Monumentalne, brutalne, a jednocześnie hipnotyczne jak śpiew syren albo… ryk mamutów. Tak, mamutów. I to nie jakichś tam muzealnych eksponatów oblepionych kurzem, ale żywych, dzikich bestii, które stają się częścią inicjacji bohaterów. To nie metafora – w tej powieści trzeba naprawdę okiełznać mamuta, by liczyć się w świecie mężczyzn (sic!).

Cała akcja rozgrywa się w Antarkcie, podzielonej na krainy niczym wielka szachownica przyszłości. Gdzieś na mapie dumnie wyrasta cesarskie Insektorium – mroczne, totalitarne, pulsujące energią roju. A ty, czytelniku, masz wrażenie, że w tym świecie oddychasz coraz płycej, bo powietrze jest gęste od władzy, pragnień, strachu i… nowych słów. Budziński bawi się językiem jak alchemik: mnoży neologizmy, jakby były kodem, zaklęciem, kluczem do tego świata. Serio, jeśli autor kiedykolwiek wyda „Nową gramatykę Antarkty”, kupuję w ciemno.

Niemniej ostrzegam – to nie jest powieść „grzeczna”. Budziński nie ucieka od brutalności. Scena gwałtu, bez taryfy ulgowej, boleśnie realistyczna, wbija w fotel i każe odłożyć książkę choćby na chwilę, by złapać oddech. Opisana wprost i bez owijania w bawełnę. Miałam ochotę wyrwać kartki z książki, a jednocześnie wiedziałam, że to niemożliwe – bo właśnie o to chodzi, żeby czytelnik poczuł ból, gniew i bezsilność. I znów powraca Niemen: „Dziwny jest ten świat, gdzie jeszcze wciąż mieści się wiele zła…”. Bo autor pokazuje, że nawet na krańcu świata, człowiek pozostaje człowiekiem (albo wampirem) – zdolnym do heroizmu, ale też do najgorszej podłości. Nie wiem, czy to magia, czy przekleństwo, ale ta książka zostawia w głowie szum – rój myśli, obrazów, neologizmów, dźwięków.

Świat Budzińskiego to nie cisza, a raczej pulsujący szmer – jak rój, który otacza cię ze wszystkich stron. I już nie wiesz, czy jesteś indywidualnością, czy częścią większego organizmu. To trochę jak u Maorysów, którzy wierzyli, że wspólnota i przodkowie są żywi w każdym człowieku – tyle że tutaj to nie duchy, ale coś znacznie bardziej… materialnego. I dużo bezwględniejszego. A kiedy kolejny raz czytałam opisy tego uniwersum, refren powracał. Bo przecież autor nie tyle snuje futurystyczno-fantastyczną opowieść, ile stawia nam lustro. Pytanie tylko: czy patrzymy jeszcze na fikcję, czy już na prognozę? A może na odbicie naszego tu i teraz? Nie chcę zdradzać fabularnych twistów, bo to powieść, którą trzeba smakować – krok po kroku, ale powiem jedno: ta książka nie daje się odłożyć na półkę bez wewnętrznego echa. Niesie w sobie pytania o granice wolności, o cenę jednostki w obliczu wspólnoty, o to, czy w ciszy naprawdę można usłyszeć prawdę.

I wracam do interpretacji tytułu. Bo chyba właśnie w tym tkwi siła „Ciszy roju”: w pokazaniu, że dziwny jest ten świat. Paradoks działa więc jak ostrzeżenie: nie wierz w spokój. Nie wierz w ciszę. Bo jeśli coś tak żywiołowego i niepowstrzymanego jak rój nagle milczy – to cisza ta jest bardziej złowroga niż największy hałas. To także metafora człowieka. Jednostka krzyczy, tłum milczy. I w tym milczeniu, w tej zbiorowej ciszy, kryje się siła, która może pochłonąć wszystko. 

Szczegóły

  • Autor: Przemysław Budziński
  • Ilustracje: Tomasz Panek | projekt okładki: Łukasz Cieszyński
  • Tytuł: Cisza roju. Insektorium | tom 1
  • Wydawnictwo: Światy Równoległe
  • Data wydania: 16/09/2025
  • Liczba stron: 354
  • ISBN: 9788397188945

Słowa kluczowe

Kontakt

Monika Wilczyńska – współpraca z wydawnictwami, patronaty medialne, współpraca z recenzentami.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Informacje na temat wydarzeń literackich w naszym mieście można przesyłać na adres:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.