Anna Potyra swoimi kryminałami podbiła moje czytelnicze serce. Zawsze dopracowane, świetnie napisane i z intrygującą fabułą. Kiedy dowiedziałam się, że Autorka pokaże się czytelnikom w zupełnie innej odsłonie literackiej, byłam spokojna o to, że będzie to coś znakomitego. Nie myliłam się.
„Pielęgniarka”, czyli najnowsza powieść Anny Potyry, to historia dwóch kobiet, pochodzących z zupełnie różnych światów. Pierwsza z nich to Helena Sznajderówna, bogaczka, która mogłaby żyć wygodnie, gdyby tylko chciała, dzięki majątkowi odziedziczonemu po ojcu. Zamiast tego cały swój czas i pieniądze poświęca na organizację i poprawę opieki szpitalnej.
Drugą jest Zosia, czternastoletnia dziewczyna, mieszkająca w robotniczej dzielnicy Warszawy. Spotkanie Heleny odmienia jej życie. Dostaje wtedy niepowtarzalną szansę na to, by wyrwać się z biedy i zadbać o swoją przyszłość.
Zacznę może od tego, że powieść czytało się jednym tchem, na co wpływ miała z jednej strony szczególna dbałość Autorki o stronę językową powieści. Z drugiej, sama fabuła powodowała, że strony płynęły jedna za drugą, wciągając czytelnika w historię snutą przez Zosię.
Z tworzeniem bohaterów Anna Potyra radzi sobie znakomicie. Postacie występujące w „Pielęgniarce” są wyraziste oraz odpowiednio wystylizowane, w zależności od tego, do jakiej klasy społecznej należały.
Mamy Helenę, odważną, silną, niezmordowaną w realizacji swoich postanowień i niesamowicie zdeterminowaną. Kobietę, która odstaje od pozostałych, żyjących w swoich czasach. Bardzo podobała mi się ta postać. Za jej siłę, determinację, ale też za wrażliwość, której nie widać na pierwszy rzut oka.
Bohaterką, którą opowiada nam całą historię jest Zosia. To właśnie z jej ust dowiadujemy się o Helenie i nie tylko o niej. Sama Zosia i to, co ją spotkało, budzą w czytelniku silne emocje. Czytając, kibicowałam jej od samego początku, by faktycznie udało jej się wykorzystać szansę, którą dał jej los. Ale czy tak się faktycznie stało, dowiecie się po lekturze.
Pozostali bohaterowie też zapadają w pamięci: Florentyna, która sprawiła, że czytając czułam zapach potraw przez nią przygotowanych, i która była dobrym duchem domu. Albo doktor Kawecka - silna, opanowana i zdeterminowana. Zawsze mająca pomysł na wszelkie kłopoty. Nie sposób przejść obojętnie obok bohaterów tworzonych przez Annę Potyrę - są jacyś i z charakterem. Jednych się lubi i im kibicuje, inni budzą mieszane uczucia - jak na przykład Tracz, ale się o nich pamięta. Podoba mi się również to, w jaki sposób Autorka wplata tę wielka historię do „Pielęgniarki”. W mojej ocenie jest jej w sam raz.
Anna Potyra nie przesyca, nie przytłacza faktami czytelnika. Subtelnie i dyskretnie podkłada smaczki, które przenoszą w inną epokę podczas czytania. Taki sposób pisania odpowiada mi najbardziej. Oczywiście w tym wszystkim czuć, ile czasu Autorka poświęciła na przygotowanie się do pisania. Za pomocą bohaterów i wydarzeń z nimi związanych, stworzyła autentyczny obraz tamtych czasów.
Podsumowując, „Pielęgniarka” to świetnie skrojona historia o silnych kobietach z miłością i historią w tle. To też przede wszystkim historia o ludziach i o tym, jak jeden krok może zmienić wszystko. Niesamowicie poruszające i zaskakujące zakończenie doprowadziło mnie do łez i zostawiło mnie w stanie rozedrgania czytelniczego, a niewielu powieściom się to udaje.
Annie Potyrze gratuluję znakomitej powieści i z niecierpliwością czekam na kontynuację „Pielęgniarki”.
