„Komedia kryminalna o złodzieju, który dał się okraść” przeczytacie na okładce najnowszej powieści Marka Stelara. Nie do końca... Moi Drodzy Czytelnicy, to (prawie) całkiem poważna powieść szpiegowska z nowymi technologiami w tle! Ale nie uprzedzajmy faktów. :-)
Wyobraźcie sobie, że macie przed oczami faceta leżącego w więziennej celi na pryczy, który snuje wspomnienia. Tak, „Kameleon” to opowieść naszego głównego bohatera, Mikołaja Borzyma, który wplątał się w niezłą aferę szpiegowską i w dodatku międzynarodową! A co przeżył i co widział, szczerze wszystko wam opowie! :-) Mikołaj Borzym to nieodrodny syn swego Tatka i Mamusi. „Genu nie wydłubiesz” – nasz bohater jest tego świadom. Obciążony genetycznie przez rodziców, wiedzie złodziejski żywot. Wszystko co ma … ukradł. A kradnie zawsze z fantazją! Niby złodziej, a brzydzi się przemocą. Nie bywa agresywny, a i swój honor ma, o czym będzie mógł się przekonać pewien mężczyzna z kotem na kolanach... Jego pasją jest czyszczenie... domów bogatych ludzi. To znaczy czyści domy z fantów, a sprzątanie jest przy okazji. Zresztą tym zajmuje się jego wspólniczka Olena. Ogólnie można by rzec, pasjonat swego zawodu, bo wszystko co robi jest szczegółowo zaplanowane (opisane w tej powieści również, i mam tylko nadzieję, że nie stanie się ona poradnikiem dla osób, które pragną żyć jak Mikołaj). Po kraju Borzym przemieszcza się swoim mercedesem, zwanym pieszczotliwie mietkiem. To nie taki sobie zwyczajny samochód – to jego miejsce pracy, w którym dzieją się rzeczy niezwykłe. Bo nasz bohater to … promotor polskiej sztuki w Europie Zachodniej. Sam przedstawia się jako czyściciel, artysta – falsyfikator. Zatem w swoim aucie ma prawdziwe laboratorium, które pozwala mu wznieść się na wyżyny złodziejskiego fachu! W pracy stara się być niewidoczny. Robi swoje, a potem znika, to prawdziwy kameleon!
Historia, którą dzieli się z czytelnikami Mikołaj Borzym, to opowieść pełna zwrotów akcji. Można, by rzec - sensacyjny roalcoaster. A wszystko zaczyna się w Lesznie od propozycji pewnego człowieka, z której trudno nie skorzystać, bo od tego zależy przyszłość Mikołaja. I tak z Leszna Borzym wraz ze swoją wspólniczką, wyruszają do Szczecina, by tutaj przeprowadzić szczegółowo (jak zwykle) zaplanowaną akcję zdobycia pewnej figurki z domu niejakiego Szewczuka.
Co to będzie za akcja! Trup ściele (a nawet mrozi) się gęsto, wkracza ABW, jest pościg, są rosyjscy szpiedzy, chińska mafia a gra toczy się o pewien parasol (nie, nie czarny!). Jaki? Dowiecie się podczas lektury.
Jest śmiesznie i poważnie, jak to u Stelara, który zawsze zręcznie żongluje słowami, a także z ironią i sarkazmem portretuje ludzi, którzy na to zasługują. Relacja Borzyma z psem, który ukradł się sam, bawi i wzrusza od pierwszych linijek, a inteligenty humor sprawia, że podczas czytania trudno powstrzymać śmiech. Myślę, że „Kameleon” ma wielkie szanse podbić wasze czytelnicze serca, bo Marek Stelar stworzył niezwykłego bohatera. Choć trudni się złodziejskim fachem, trudno go nie polubić. Bo czy ktoś kto wzrusza się losem zwierząt, może być zły? Wierzę, że tak jak ja będziecie w trakcie lektury trzymać kciuki za Mikołaja, żeby wszystko co zaplanował przebiegło zgodnie z planem i wreszcie znalazł się w miejscu, o którym marzył na początku swej opowieści.
Jeśli życie was nie rozpieszcza. Wokół same smutki. Zawsze miejcie plan awaryjny (rada prosto od Mikołaja Borzyma). Przeczytajcie „Kameleona”. Sprawdziłam! Działa! No i…. PRECZ z nudą! :-)
