Zapewne każdy fan powieści kryminalnych choć raz w swoim życiu natknął się na powieści Agathy Christie i jej słynnego detektywa – Herkulesa Poirota. Ja sama przeczytałam wiele książek, w których ten nieświadom swej próżności i śmieszności, a zarazem wielce charyzmatyczny i nie dający o sobie zapomnieć bohater, rozwiązuje zagadki niemożliwe do rozwiązania dla innych. Za każdym razem, gdy nie wiem, za jaką książkę się zabrać lub jestem akurat w zastoju czytelniczym, na pomoc przychodzi mi detektyw wraz z jego ukochanym wąsem. Tak więc, kiedy ostatnio nie wiedziałam, co wziąć do ręki, pomyślałam, że „Samotny Dom”, już od dawna wyczekujący na swoje pięć minut, nadaje się w sam raz na lekką oraz przyjemną lekturę – i miałam rację.
Z początku książka nie różni się zbytnio od większości powieści tej autorki – Herkules Poirot odpoczywa wraz ze swoim przyjacielem, który nie raz towarzyszy mu podczas wakacji i pracy, Kapitanem Hastingsem. Niedługo potem zmuszeni są do wszczęcia śledztwa w sprawie morderstwa. I tu właśnie sprawa zaczyna się komplikować. Morderca, którego trzeba złapać, wspomnianej zbrodni jeszcze nie popełnił! Bohaterowie mają przed sobą niezmiernie trudne wyzwanie. Nie dość, że muszą pojmać niedoszłego zabójcę, to zmuszeni są tym samym dopilnować, by dziewczyna, której życie wisi na włosku, była całkowicie bezpieczna. Podczas dochodzenia, na światło dzienne wychodzą miłość, intrygi i wiele innych zadziwiających czytelnika tajemnic. Jednak czy to wszystko wystarczy, by dotrzeć do prawdy, która ze strony na stronę, wydaje się coraz bardziej odległa?
„Samotny Dom” zdecydowanie jest książką, która nie daje intelektowi chwili wytchnienia. Sam Poirot nie raz wspomina o słynnych „szarych komórkach”, by wzbudzić w czytelniku chęć do ciągłego tworzenia nowych teorii, a mimo to podczas lektury w ogóle nie odczuwa się chęci do zaprzestania czytania. Wręcz przeciwnie, sama nie byłam w stanie oderwać się od książki i nie mogłam doczekać się jej finału. Na pewno złożyła się na to wartka i dobrze przemyślana akcja, ale też lekki i przyjemny w czytaniu styl pisania autorki.
Oprócz tego, Christie popisała się też tym, na czym zna się najlepiej – podłożem psychologicznym bohaterów. Dzięki temu jej postaci nie są płaskie, składają się z wielu przemyślanych i złożonych mechanizmów, które są wytłumaczone w sposób zrozumiały dla czytelnika przez samego monsieur Poirota. Jednak, mimo że fabuła książki została świetnie obmyślana i zawiera w sobie niezliczoną ilość zwrotów akcji, to wydaje mi się, że jako osobie, która przeczytała już niemałą ilość książek Agathy Christie, zakończenie nie wydało się tak niespodziewane, jak mogłoby się okazać osobie, która dopiero zaczyna swoją przygodę z tą autorką.
Bądź co bądź, nie uważam, żeby osoby, które zapoznały się już z paroma książkami Christie, powinny natychmiast skreślić tę pozycję z listy do przeczytania. Jest to książka dla osób, które kochają dobrze zaplanowane kryminały, i nie wydaje mi się, żeby najważniejszym aspektem tego gatunku było zakończenie przyprawiające nas o dreszcze lub wytrącające nas z równowagi. Poza tym, po tę książkę powinny sięgnąć osoby szukające czegoś nowego, a nie mające w zwyczaju czytać powieści o zbrodniach. W końcu jest to książka opisująca nie tylko śledztwo, ale też ludzi – tego, co czują, czego się boją, jak reagują na różne bodźce i sytuacje oraz jak działa ich mózg.
„Samotny Dom” mogę polecić z całego serca, nieważne czy byłby to powrót do serii o detektywie Poirot, czy też początek nowej relacji. W końcu jest to niezostawiająca wiele do życzenia książka, będąca dla nas czystą zabawą w kotka i myszkę!
MS
